Ponieważ to ja pierwszy zaproponowałem nazwę Iwona, w związku z licznymi kontrowersjami czuję się w obowiązku, przynajmniej w pewnym stopniu, usprawiedliwić, dlaczego tak się stało. Najprostszym wytłumaczeniem jest odniesienie do ostatniego numeru na płycie, ale i tak ci, którym się ta nazwa nie podoba, mówią: No i co z tego? Co Iwona??? No właśnie... NIC – Iwona! Czy musi być zawsze „coś“?

Jak kiedyś powiedziałem nieśmiało, że moglibyśmy nazywać się Iwona, wśród zebranych wtedy kilku osób zapadła kłopotliwa cisza. Po dłuższej chwili ktoś się roześmiał i za chwilę roześmiali się pozostali i tak zostało. Ale po jakimś czasie ktoś mi powiedział, że jest już zespół Ivona w Koszalinie. Co prawda, po pierwsze fajny, a po drugie piszący się przez „v“ a nie przez „w“ jak my i nawet skontaktowaliśmy się z nimi i napisaliśmy im, że jesteśmy siostrzanymi zespołami, ale już wtedy z Sokołem zaczęliśmy myśleć nad inna nazwą. Kombinowaliśmy: „Ratunku“? – nie, bo jak nazwa kabaretu, a przecież jesteśmy poważnym zespołem. „Nieciekawy“? – kokieteryjne - i tak w kółko.

Któregoś dnia pomyślałem sobie: jest Soyka i Yanina, jest Stachursky, są Ptaky. Czemu my nie moglibyśmy nazywać się Siusiaky...? Taka fajna chłopacka nazwa. Zadzwoniłem do Sokoła i mówię mu, że mam ekstra nazwę , a Sokół się nawet trochę podpalił. Zadzwoniłem pochwalić się do byłej żony, ale tylko dziwnie się roześmiała i powiedziała, że to zabawne, ale że to jej zdaniem nie jest najlepsza nazwa dla nas. Zirytowany brakiem zrozumienia poprosiłem do telefonu Córkę, ale ona zamiast docenić moją kreatywność, rozpłakała się i powiedziała, że nie chce, żeby jej tata grał w Siusiakach. Zadzwoniłem z powrotem do Sokoła. On w międzyczasie pogadał z żoną i też jakoś dziwnie stracił entuzjazm. Czyli zostaje Iwona… Ale parę tygodni później rozmawialiśmy z naszym wydawcą i znowu zasiał ziarno niepewności. Czy to dobra nazwa? Dwóch facetów w średnim wieku i Iwona...?

Czyli wracamy do tematu. Wymyślaliśmy co jakiś czas po kilkanaście nazw i katowaliśmy się nimi, przekonując się nawzajem do co poniektórych. Ja chciałem, żeby było „On już nie“, ale Sokół nie chciał być „On już nie“. Potem Sokół wymyślił nazwę „Kanapa“ i pomimo tego, że już jest „Sofa“ byliśmy się w stanie pogodzić z tą „Kanapą“, no bo zgredzi i dobrze się wymawia i można zrobić fajne logo... Potem była jeszcze Pepesza, ale okazało się, że w Poznańskiem w osiemdziesiątych latach była Pepesza, a poza tym jaka z nas Pepesza... Przyszliby młodzi punkowcy na koncert i by nas obśmiali. W końcu po jednej z sesji zdjęciowych, którą robiliśmy na jakimś osiedlu, między innymi na trzepaku, wpadliśmy na to, że możemy być „Trzepak“, no bo przyjaciele, chłopaki, podwórko, nostalgia, fajny znak graficzny.Trzepak.

Aż któregoś dnia poszedłem wieczorem na występ Mumio. Po spektaklu poszedłem do nich do garderoby i pierwsze słowa, jakie wypowiedzieli, brzmiały: „Co z Iwoną? Kiedy wychodzi płyta?“. Ja na to, że płyta niedługo będzie, ale my już nie jesteśmy Iwona, tylko Trzepak. Na co oni jeden przez drugiego:: „Jaki Trzepak, nie może być Trzepak! Musi być Iwona, my się nie zgadzamy!“. Ja na to, że rozumiem, ale wydawca ma kłopot z nazwą Iwona i elegancko byłoby wymyślić coś innego i równie dobrego. Chłopaki zaczęli natychmiast wymyślać. Cały wieczór sypali przeróżnymi nazwami, dyskutując nad każdą dość gwałtownie. Kiedy rozstawałem się z nimi przed północą, nazywaliśmy się „Kiosk“ i poszli nocować do swojego przyjaciela, który jest „kreatywnym“ w agencji reklamowej.

Rano wpadłem do nich na śniadanie. Wszyscy trzej byli poważnie wymęczeni. Ledwo wszedłem, powitali mnie słowami: „Kiosk jest do bani. Pół nocy razem kombinowaliśmy, ale niczego lepszego niż Iwona nie mamy“.

Trzy dni później miało być spotkanie z wydawcą, między innymi w sprawie ostatecznej nazwy zespołu. Poddałem się. Zadzwoniłem jeszcze do kilku kolegów z reklamy, mediów. Mówiłem im różne nazwy i nawet przy niektórych się trochę ożywiali, ale wszyscy twierdzili, że najlepsza jest Iwona. Gdy poszedłem na to spotkanie, powołałem się najpierw na te autorytety z reklamy, potem na Mumio i w końcu powiedziałem, że my tak naprawdę musimy być Iwona, bo my jesteśmy Iwona i ciężko to już zmienić. Że to trochę tak, jakby - zachowując oczywiście proporcje - teraz nagle zmieniać nazwę „Gazety Wyborczej“, bo nie ma przecież obecnie żadnego związku z wyborami. Jak skończyłem, zapadła krótka cisza. Wydawca spojrzał na mnie trochę przeciągle, po chwili się uśmiechnął i już bez słowa na ten temat przeszliśmy do podpisywania umowy w sprawie wydania przez Agorę płyty zespołu Iwona. T.G.

O zespole
Piotr Sokołowski
Tomasz Gąssowski
Jak powstały piosenki
Jak powstały nagrania